Prolog
Dzień który zmienił moje życie. Nie jest i nigdy nie będzie moim ulubionym. Wyjaśnię dlaczego.
Zaczął się normalnie ja z moją siostrą bliźniaczką szykowaliśmy się do szkoły. To nasz ostatni rok, przygotowania do egzaminów oraz cała reszta zajęci jest wykończająca. Dziś z racji pełni mamy organizowane ognisko przez nauczycieli. Cały dzień był dziwny. Czułem to całym sobą. Coś się dziś wydarzy, tylko nie wiem jeszcze co, i to będzie duże jeszcze nie wiem, czy to będzie dobre zdarzenie, czy nie. Moja zwariowana siostra jak zwykle się spóźnia, ale czego można spodziewać się po najpiękniejszej dziewczynie w szkole. Pewnie jej zastępy id… przepraszam przyjaciółek już czekają przed szkołą, aby pochwalić się kolejną głupotą, którą zrobiły lub zrobią. To nie tak, że mam złe relacje z siostrą jest wręcz przeciwnie. Jesteśmy bardzo blisko ze sobą i tatą. Tylko jej przyjaciółki to inna historia. One już osiągnęły swoje wyżyny według mnie dalej nie zajdą. – Hopę, pośpiesz się proszę! – mój zirytowany krzyk rozszedł się po domu. Mam nadzieję, że ruszy swój tyłek i zejdzie w końcu na dół. Już po chwili słyszę kroki na schodach. – Po co się wydzierasz z samego rana? No przecież się nie spóźnimy na lekcje. – och… tak jest bardzo irytująca chyba zapomniałem o tym wspomnieć. To czasami powie jest niedorzeczne. Jest godzina 7,45 a 10 minut mamy do szkoły samochodem. – Chyba o czymś zapomniałaś siostra. Ja mam prawko i samochód, a ty możesz iść do szkoły z buta jak nie wyjdziesz za minutę z domu – tak kończąc naszą rozmowę wyszedłem z domu. Zatrzaskując drzwi za sobą. Mój samochód może nie jest nowy prostu z salonu, ale mi całkowicie wystarcza. Jestem zadowolony z tego, że sam na niego zarobiłem. Pewnie bym mógł kupić lepszy, ale po co? W trakcie mojego rozmyślania moja irytująca siostra weszła do środka oczywiście, trzaskając drzwiami. Z miejsca ruszyłem, bo naprawdę nie zamierzam się spóźnić na tą przeklętą matematykę. Kto w ogolę wpadł na tak cudowny pomysł, by piątek zaczynać od matmy? Cały dzień rozwalony przez tę jędzę. Chociaż dobrze, że później mam trening, będę mógł się odstresować. Całą drogę do szkoły nie zamieniliśmy nawet słowa, tak bardzo typowe dla nas. – Nie czekaj na mnie po zajęciach, nie wracam z tobą do domu – to mi, oznajmiając zniknęła w tłumie ludzi z naszej szkoły. Ech… pewnie idzie z tymi idi… przyjaciółkami do galerii. Nic tu po mnie kiedyś się przekona, ile one są warte. Wchodząc pośpiesznie do klasy od matematyki mam nadzieję, że ta stara krowa nie zrobi nam żadnego sprawdzianu. Zajmuję swoje zwyczajne miejsce w ostatniej ławce od okna. W tym samym momencie do klasy wchodzi ta stara krowa, ale nie sama tylko z dyrektorem i jakimś chłopakiem. Jest ogromny jeszcze wyższy do mojego taty, który ma 190 cm. Wow i zdecydowanie szerszy w barach. – Proszę o ciszę! – wszystkie dyskusje przerywa głos dyrektora – Jest już dwa miesiące po rozpoczęciu roku szkolnego, lecz od dziś mamy nowego ucznia w klasie. Resztę zostawię waszej nauczycielce do wyjaśnienia. – zakończył swoją krótką przemowę i wyszedł. – Tak jak powiedział der aktor mamy nowego ucznia. Proszę, abyś się przedstawił i zajął wolne miejsce. Wszyscy patrzyliśmy na tego giganta z wyczekiwaniem szczególnie damska część klasy. On tylko się rozejrzał po klasie, pewnie, próbując zlokalizować wolne miejsce. – Cześć wam mam na imię Ares – wgapiał się w nas przez chwilę, by zaraz spojrzeć na nauczycielkę, która tylko skinęła głową. Ares w tym samym momencie ruszył do wolnego miejsca w klasie które wybrał wcześniej. Jak się okazało to było puste miejsce zaraz przy mnie. To o spokojnej lekcji mogę zapomnieć.
Komentarze
Prześlij komentarz